Strony

Strony

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Rozdział 2. Nowy dom.

### Dom ###

Lot samolotem minął bardzo spokojnie. Nie mieliśmy opóźnienia ani nic z tych rzeczy. Stoimy właśnie przed nowym domem. A raczej mini willą. Nie wiem skąd rodzice mieli na to pieniądze. Muszę się ich kiedyś tam spytać.
-Wow. - tylko tyle udało mi się wydusić na widok nowego domu.
-Cieszymy się, że ci się spodobał. A teraz może obejrzymy dom od środka? - spytał Rob (sama mu te przezwisko wymyśliłam ... jak miałam 16 lat) widocznie rozbawiony moją miną.
-Ale skąd w mieliście tyle pieniędzy. Przecież ten dom kosztował majątek - udał mi się w końcu coś wydukać po obejrzeniu wnętrza domu.
-Wytłumaczymy ci wszystko przy obiedzie. Okej? - spytała mama
-Okej? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-A teraz czmychaj do swojego pokoju. Mamy nadzieję, że ci się spodoba. - powiedział Rob
Tak jak powiedział tak też zrobiłam. Na szczęście nie musiałam wchodzić do każdego pokoju po kolei. Na drzwiach od mojego pokoju były przyczepione inicjały moich imion, czyli: A. L. Tak mam dwa imiona. A tak dokładniej Alicja i na prośbę mojego biologicznego ojca, Louisa. Ponoć jestem do niego podobna. Mama mówiła, że mamy taki sam kolor oczu i włosów. A po mamie mam pełne i różowe usta, zgrabny nos i wystające kości policzkowe. I również prawie że niewidoczne dołeczki w policzkach. Dobra koniec już o mnie. Jestem aktualnie w moim pokoju i nie mogę wyjść z podziwu. Pokój jest ogromny. Ściany są białe, a meble beżowe i kremowe. Mam wielkie okno w szerokim parapetem. A na nim poduszki. Wielkie fioletowe łóżko z białym baldachimem idealnie pasuje kolorystycznie ścian i mebli. Wielka beżowa szafa na drzwiach ma wielkie lustro. Na kremowej komodzie stoją różnokolorowe ramki na zdjęcia. Czarny regał jest wypełniony po brzegi  książkami. A na podłodze leży wielki dywan w kolorze wyblakłego różu. To nie pokój, to niebo. Mam tylko jedną uwagę. No tak ja zawsze znajdę coś co mi nie pasuje. Nigdy nie trawiłam białych ścian. Według mnie są one takie zwykłe, nudne, innymi słowy puste. Ale później coś na to poradzę. Mam nawet pomysł jak ozdobić ścianę nad łóżkiem. Ponaklejam na nią różne zdjęcia. A na kolejnej narysuję coś. Myślę, że nie zajmie mi to dużo czasu, bo mam tylko dwie do upiększenia. W trzeciej ścianie znajduje się wielkie okno z boskim widokiem na park oraz drzwi. Przecież którędyś muszę tu wchodzić. A przy czwartej i tym samym ostatniej znajdują się meble i jedna para drzwi. Jakoś wcześniej ich nie zauważyłam. Postawiłam walizki koło łóżka i od razu skierowałam się do tego tajemniczego pokoju. Za drzwiami znajdowała się średniej wielkości łazienka. Wielka wanna z dołączonym prysznicem znajdowała się w rogu pomieszczenia. Obok niej umywalka z półkami na moje duperele. Dalej sedes i kolejna półka na ręczniki i takie tam. Umywalka z szafkami znajdowała się na przeciw ściany gdzie wisiało lustro. Było takie wielkie, że zajęło całą ścianę. No może prawie całą. Przed lustrem postawiony jest stół. Zajmuje się miejsce przy stole i robi makijaż. To znaczy chyba. Kiedy wyszłam z łazienki od razu zajęłam się za rozpakowywanie. Gdy byłam już w połowie przyszła mama.
-Zejdź na dół. Obiad gotowy. - powiedziała i wyszła. Odstawiłam tylko na właściwe miejsce to co miałam w ręce i wyszłam. W całym mieszkaniu unosił się przepiękny zapach. Na szczęście odziedziczyłam po mamie talent do gotowania. W kuchni było już wszystko gotowe. Rodzice czekali tylko na mnie. Usiadłam do stołu i zaczęliśmy jeść. Po zjedzonym posiłku chciałam wrócić do pokoju. Ale jak tylko wstałam mama kazała mi z powrotem usiąść.
-O co chodzi? - spytałam
-Dzisiaj zadałaś nam pytanie. Pamiętasz jeszcze? - pokiwałam głową na znak, że pamiętam. - Chcielibyśmy ci to wytłumaczyć.
-Okej? Do czego zmierzacie?
-Córeczko. Bo Roberta babcia, ta zmarła, napisała w testamencie, że wszystko co miała przepisuje na swojego jedynego wnuka. Czyli właśnie na niego. Przepisała na niego przed śmiercią swoje konto bankowe, na którym uzbierała prawie milion złotych. Nikt nie wie jakim cudem jej to się udało. A poza kontem podarowała mu swój dom, w którym znaleziono biżuterię o wartości miliona złotych, bowiem była ona wysadzana diamentami. - po ich opowieści patrzyłam na nich z szeroko otwartą buzią. Nie mogłam w to uwierzyć. Jesteśmy milionerami. - Właśnie z tych pieniędzy kupiliśmy dom. A to nie wszystko. Część pieniędzy wpłaciliśmy na twoje konto. - teraz to normalnie nie mogłam uwierzyć. Ciekawe ile mam na koncie bankowym. Muszę to sprawdzić przy najbliższej okazji.
-Wow. Dziękuję wam. Kocham was. - powiedziałam i rzuciłam im się na szyję. Po grupowym uścisku poszłam do pokoju, żeby dokończyć rozpakowywanie się.


### Następny dzień ###


Gdy tylko wszystko wypakowałam poszłam do łazienki, żeby się odświeżyć. Po wieczornej toalecie położyłam się do łóżka. Dosyć szybko udałam się w krainę Morfeusza. Aktualnie leżę na łóżku i gapię się w sufit. Kompletnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. Wygramoliłam swoje zwłoki spod kołdry i udałam się do łazienki. Po porannej toalecie podeszłam do okna. Wydawało się być ciepło. Dla pewności otworzyłam je i wychyliłam głowę. To jednak nie był dobry pomysł, ponieważ uderzyła mnie fala chłodu. Zamknęłam szybko okno i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej szary sweter i niebieskie jeansy. Na nogi założyłam białe konwersy i zeszłam na dół. Przed wyjściem z domu powiedziałam rodzicom, że wychodzę.

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział 1. Koniec liceum

#Alicja# 2012r. Koniec szkoły

Nareszcie. Dzisiaj jest koniec roku szkolnego. A co za tym idzie koniec szkoły! Nareszcie odpocznę od tych wszystkich ludzi. Jestem typem samotnika. Samotność to moja jedyna przyjaciółka. Teraz muszę wybrać kierunek studiów. Wracam powoli do domu. Kilka osób zatrzymało mnie tylko po to, by ponabijać się. Nie robiłam z tym nic, a nic. Szłam taka zamyślona, że nie zauważyłam, kiedy byłam już pod domem. Gdy tylko weszłam doznałam szoku. Wszędzie walały się wielkie, kartonowe pudła. Kilka podpisane i zapakowane, a pozostałe nie ruszone. Usłyszałam jakieś dźwięki z salonu, więc skierowałam się tam od razu. Zobaczyłam w nim mamę i Roberta. Rober jest mężem mojej matki.  Są bardzo szczęśliwym małżeństwem. I pomimo tego, że nie jestem jego biologiczną córką, uważa mnie za taką. Niestety oni nie będą mieli razem dzieci, ponieważ  z Robertem jest coś nie tak. To znaczy chyba. Nigdy nie zagłębiałam się w tą historię bardziej i szczerze mówiąc nigdy nie zamierzam. A wracając do teraźniejszości.
-Mamo co tu się dzieje?
-Córeczko, przeprowadzamy się. Chcielibyśmy żebyś poszła na jakieś dobre studia za granicą. - odparła mama z wielkim uśmiechem.
Stałam przed nimi z otwartymi ustami.Nie wierzyłam w to, że przeprowadzamy się. Zaraz chwila.
-A gdzie dokładnie? - spytałam podejrzliwie.
-Do Anglii - odparł Robert. Mimo tego, że stara się zastąpić mi ojca, dla mnie nigdy nim nie będzie w 100%. Mówię do niego po imieniu. A w sprawie nazwiska moi rodzice nie mogli dojść do porozumienia. Spytali się mnie czy wolę być Malinowska czy Studzińska. Oczywiście wybrałam to pierwsze. Posłuchali. A wracając.
-A dokładniej? - chyba mam deja vu. znowu te samo pytanie. Powtarzam się.
-Do stolicy, Londynu. - moją twarz ozdobił dorodny i wielki banan. Ucieszyłam się na samą myśl, że wkońcu wyrwę się stąd.
-To pa, pa. Idę się pakować. - powiedziałam i już mnie nie było.

### kilka godzin później ###

Spakowałam wszystko. Trochę tego było. Już dosyć późno. Muszę iść spać, bo jutro ważny dzień. Skończyłam jeść ostatniego tosta. Pozmywałam i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam czystą bieliznę i piżamę. Skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, jak i ciało. Wróciłam do pokoju i poszłam spać. Ale przedtem nastawiając budzik na siódmą rano. Lot mamy na dziewiątą trzydzieści. Ale sam dojazd na lotnisko trwa półtorej godziny.

### następnego dnia ### lotnisko ###

Wstałam jak zwykle punktualnie. Wykonałam poranne czynności i tak oto jestem tutaj. Na lotnisku czekając na odprawę. Nie mogę doczekać się nowego domu, ludzi jak i samej szkoły. Nowych przygód. Może tam spotka mnie coś nowego i dobrego. Tak czuję to. Moje życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej wierzę w to.

Prolog

Moje życie to nie bajka. Ja nie jestem księżniczką i nie mieszkam w wielkim zamku, a wszyscy dookoła mnie szanują. O nie, nie, nie. Ja nie jestem księżniczką. Nie mieszkam w pałacu. I ... nikt mnie nie lubi. Tak, dokładnie tak. Jestem tylko pośmiewiskiem. Wszyscy mnie przezywają i dokuczają . Jednymi słowy niszczą mnie psychicznie. Przepraszam, zaszła pomyłka. Niszczyli mnie psychicznie. Po tylu dłuugich latach przyzwyczaiłam się do tego. Wciąż zadaję sobie jedno pytanie. Dlaczego? Dlaczego oni mnie nie lubią. Co ja mówię. Nawet nie próbowali. To wszystko, dlatego że nie mam ojca? Że on odszedł do innej, kiedy byłam mała i nigdy nie wrócił. Poszedł do swojej pierwszej miłości, z którą ma dziecko. Kiedy ja się urodziłam jego pierworodne dziecko miało już trzy lata. Trzy lata. Co prawda wysyła na mnie alimenty. Ale co z tego skoro ja go nawet nigdy na oczy nie widziałam. Zdjęcie to nie to samo. Moja matka jest polką, a ojciec anglikiem. Dobra no to teraz kilka faktów o mnie:
1. Jestem Alicja. Alicja Malinowska-Tomlinson (zmieniłam nazwisko na Malinowska)
2. Nie interesuje się zbytni muzyką.
3. Mam brązowe / ciemny blond włosy. Nie można dokładnie określić.
4. Mam szaro-niebieskie oczy.
5. Mój "ojciec" to Mark Tomlinson, a matka to Katarzyna Malinowska.
6. Czasem lubię trochę pośpiewać.
7. Lubię tańczyć.
8. I rysować.
9. I grać na instrumentach.
10. Mieszkam w Polsce, a dokładnie w Warszawie.



Tak wiem nie wyszedł :( Okropny.