#Alicja# 2012r. Koniec szkoły
Nareszcie. Dzisiaj jest koniec roku szkolnego. A co za tym idzie koniec szkoły! Nareszcie odpocznę od tych wszystkich ludzi. Jestem typem samotnika. Samotność to moja jedyna przyjaciółka. Teraz muszę wybrać kierunek studiów. Wracam powoli do domu. Kilka osób zatrzymało mnie tylko po to, by ponabijać się. Nie robiłam z tym nic, a nic. Szłam taka zamyślona, że nie zauważyłam, kiedy byłam już pod domem. Gdy tylko weszłam doznałam szoku. Wszędzie walały się wielkie, kartonowe pudła. Kilka podpisane i zapakowane, a pozostałe nie ruszone. Usłyszałam jakieś dźwięki z salonu, więc skierowałam się tam od razu. Zobaczyłam w nim mamę i Roberta. Rober jest mężem mojej matki. Są bardzo szczęśliwym małżeństwem. I pomimo tego, że nie jestem jego biologiczną córką, uważa mnie za taką. Niestety oni nie będą mieli razem dzieci, ponieważ z Robertem jest coś nie tak. To znaczy chyba. Nigdy nie zagłębiałam się w tą historię bardziej i szczerze mówiąc nigdy nie zamierzam. A wracając do teraźniejszości.
-Mamo co tu się dzieje?
-Córeczko, przeprowadzamy się. Chcielibyśmy żebyś poszła na jakieś dobre studia za granicą. - odparła mama z wielkim uśmiechem.
Stałam przed nimi z otwartymi ustami.Nie wierzyłam w to, że przeprowadzamy się. Zaraz chwila.
-A gdzie dokładnie? - spytałam podejrzliwie.
-Do Anglii - odparł Robert. Mimo tego, że stara się zastąpić mi ojca, dla mnie nigdy nim nie będzie w 100%. Mówię do niego po imieniu. A w sprawie nazwiska moi rodzice nie mogli dojść do porozumienia. Spytali się mnie czy wolę być Malinowska czy Studzińska. Oczywiście wybrałam to pierwsze. Posłuchali. A wracając.
-A dokładniej? - chyba mam deja vu. znowu te samo pytanie. Powtarzam się.
-Do stolicy, Londynu. - moją twarz ozdobił dorodny i wielki banan. Ucieszyłam się na samą myśl, że wkońcu wyrwę się stąd.
-To pa, pa. Idę się pakować. - powiedziałam i już mnie nie było.
### kilka godzin później ###
Spakowałam wszystko. Trochę tego było. Już dosyć późno. Muszę iść spać, bo jutro ważny dzień. Skończyłam jeść ostatniego tosta. Pozmywałam i poszłam do swojego pokoju. Wzięłam czystą bieliznę i piżamę. Skierowałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam i wysuszyłam włosy, jak i ciało. Wróciłam do pokoju i poszłam spać. Ale przedtem nastawiając budzik na siódmą rano. Lot mamy na dziewiątą trzydzieści. Ale sam dojazd na lotnisko trwa półtorej godziny.
### następnego dnia ### lotnisko ###
Wstałam jak zwykle punktualnie. Wykonałam poranne czynności i tak oto jestem tutaj. Na lotnisku czekając na odprawę. Nie mogę doczekać się nowego domu, ludzi jak i samej szkoły. Nowych przygód. Może tam spotka mnie coś nowego i dobrego. Tak czuję to. Moje życie już nigdy nie będzie takie jak dawniej wierzę w to.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz